Dawno, dawno tamu, gdy byłem piękny i młody, miałem jeszcze wszystkie włosy i kopałem obrotowe kopnięcia na wysokość swojej wyciągniętej pionowo ręki (w sumie licho wie po co, może na wypadek gdyby zaatakowała mnie drużyna koszykarzy) wszedłem sobie do antykwariatu na ulicy Świętojańskiej w Gdyni i na półce z książkami angielskimi ku swojemu przeogromnemu zachwytowi zobaczyłem książkę „Enter the Dragon”.
Było to jeszcze zanim siedemnaście razy poszedłem do kina na „Wejście smoka”. Było to nawet zanim kolega przywiózł z Niemiec na taśmie 8mm film na którym Bruce Lee warczał na Oharę „Raus!”. Tak więc ta nowelizacja filmu od razu stała się moją ulubioną lekturą, którą znałem niemal na pamięć.
Na samym początku była tam scena, która nie trafiła do wersji kinowej filmu (znalazła się w wersji rozszerzonej). Lee rozmawia tam ze swoim nauczycielem o walce którą właśnie stoczył i nauczyciel pyta się go, co czuł do swego przeciwnika.
Odpowiedź Lee:
„Nie było przeciwnika”
„Dlaczego nie?” pyta się stary mistrz.
„Ponieważ słowo JA nie istnieje. Kiedy nadarza się okazja JA nie uderzam” Lee podniósł pięść „To samo uderza”.
I było to moje pierwsze zetknięcie z orientalną koncepcją nieistnienia JA. Jak to jest żeby JA nie istniało? Medytowałem, rozmawiałem z mistrzami Zen, ale mój logiczny umysł totalnie odbił się od tej koncepcji.
I dopiero gdy poznałem Wholeness Process, ta koncepcja nie tylko nabrała dla mnie sensu, ale udało mi się jej doświadczyć.
Kiedy rodzimy się jako dzieci, jesteśmy czystą świadomością. Dopiero potem oddzielamy swoje JA od nie JA. Po to by normalnie funkcjonować w świecie musimy odróżniać swoją stopę (część JA), od buta w którą ją wsadzamy(nie JA). Jest to bardzo użyteczne rozróżnienie- z wyjątkiem sytuacji gdy staje się źródłem problemów.
Gdy mówimy „Ja czuję lęk”, mamy trzy elementy: „lęk”, „czucie” i „ja”. A co się stanie, gdy „ja” przestaje istnieć jako oddzielona część pola świadomości? Co ma wtedy czuć lęk, skoro JA nie istnieje? Jest wtedy czysta świadomość- i nowe możliwości, których nie było gdy lęk paraliżował JA. Oczywiście dotyczy to nie tylko lęku, ale też wszystkich innych problemów.
Na zajęciach Connirae Andreas zwróciła nam uwagę na ciekawą rzecz- mianowicie utrzymywanie problemu jest bardzo męczące. Użyła fajnej metafory- to jest tak jakby człowiek niósł ciężką walizkę, potem ją postawił na ziemi, ale nadal kurczowo zaciskał dłoń na rączce walizki. A wystarczy sobie uświadomić że nie trzeba już trzymać walizki, by dłoń sama się otworzyła…
Jak to praktycznie zrobić? Procedura jest bardzo prosta i już ją kilkakrotnie opisywałem. A jeśli chcesz poznać wszystkie niuanse, to zapraszam na SZKOLENIE w którym będę ich nauczał (razem z moją drugą ulubioną techniką- Core Transformation)
Pozdrawiam serdecznie
Lech Dębski



