Oj, działo się wczoraj na szkoleniu, działo…
Praca ze strukturami Ja jest podstawą Wholeness Work. Ale struktury Ja nie są jedynymi elementami tworzącymi system naszego ciałoumysłu. Innymi ważnymi strukturami jest to, co Connirae Andreas nazwała Wewnętrznym Autorytetem.
Wewnętrzny Autorytet to zasady i standardy które przejęliśmy od otoczenia i które „żyją” wewnątrz nas. Nie zostały do końca przetrawione i przyjęte za własne, stanowią standard oceniający nasze zachowanie. W Analizie Transakcyjnej nazwalibyśmy to Rodzicem Krytycznym, w terapii Gestalt introjekcją, jestem pewien, że IFS też ma na to swoją nazwę.
Gdy pogwałcimy standardy Wewnętrznego Autorytetuodczuwamy wstyd, zażenowanie lub poczucie winy. Możemy też odczuwać potrzebę bronienia się, zadowalania innych lub rozwijamy nadmierny perfekcjonizm. I nie jest to nasz wybór, tylko wewnętrzny przymus, często wiążący się z nieprzyjemnym uczuciem, że „nie jestem wystarczająco dobrym”.
Jak w całym Wholeness Work, praca nie odbywa się na poziomie treści, tylko na poziomie struktury. Czyli nie badamy czy Wewnętrznym Autorytetem jest tatuś, mamusia czy ksiądz proboszcz z lekcji religii, tylko zadajemy pytanie „gdzie się znajduje Wewnętrzny Autorytet? Jaki ma kształt i rozmiar? Jakie ma cechy?” I gdy badałem swój Wewnętrzny Autorytet to przejawił się po lewej stronie w odległości jakichś 80 centymetrów, jako lśniąca, czarna kula o błyszczącej, zimnej powierzchni, wewnątrz której coś się przemieszczało.
Kolejnym krokiem procedury jest zbadanie, czy jest to już ostateczny Autorytet, czy też może stara się zadowolić jakiś inny Autorytet w innej lokalizacji. Dzwoniąc do jakiejś firmy zazwyczaj nie rozmawiamy od razu z naczelnym dyrektorem, tylko musimy przejść przez cały łańcuch połączeń zanim dojdziemy do tego, z którym warto porozmawiać, bo to on tutaj rządzi. Podobnie jest w Wholeness Work– tworzymy łańcuch kolejnych Autorytetów, aż dotrzemy do ostatecznego Autorytetu.
No i tutaj zaszło coś niesamowitego, co bardzo trudno mi wyrazić słowami.
Po przejściu trzech kolejnych poziomów miałem doświadczenie znalezienia się przed Obecnością Która Jest(uprzedzałem, że trudno to wyrazić słowami ) Mogę powiedzieć tylko że ta Obecność jest nieskończona i wszechogarniająca. Ale lepiej byłoby po prostu powiedzieć, że JEST– bez żadnych innych przymiotników. Obecność Która JEST. (I tak, miałem potem skojarzenia z Jestem Który Jestem i nabrało to dla mnie nowego sensu).
Żeby się upewnić miałem zadać sobie pytanie „czy to jest naprawdę ostateczny Autorytet, czy może stara się zadowolić inny Autorytet w innej lokalizacji?” ale zdałem sobie sprawę, że to pytanie nie ma sensu! To tak jakby pytać, gdzie w przestrzeni międzygwiezdnej jest kierunek południowy. Teraz gdy to piszę zrozumiałem, że Obecność JEST WSZĘDZIE, zatem pytanie o inną lokalizację rzeczywiście nie ma sensu.
Reszta była formalnością. Zamiast trzymać się procedury, po prostu dałem sobie ogólną sugestię by proces zakończył się najlepiej jak to możliwe, a System zajął się resztą. A w rezultacie pojawiło się we mnie stwierdzenie “Masz prawo żyć”. I głęboko we mnie zarezonowało.
Ciekawe, że na poprzednich zajęciach parę lat temu w Berlinie również przy pracy z Wewnętrznym Autorytetem miałem bardzo potężne doświadczenie Boga jako czystej miłości. Będę musiał bardziej pobadać pracę z tą strukturą…
No i oczywiście będę nauczał pracy z Wewnętrznym Autorytetem na zajęciach z Wholeness Process/ Core Transformation.
Pozdrawiam serdecznie
Lech Dębski



