Niedawno byłem na szkoleniu „Hipnoza na pokaz”, doskonaląc swoje umiejętności w hipnozie rozrywkowej i scenicznej. Jest to rodzaj hipnozy który stosuję rzadko i wiele przyjemności sprawiło mi porównywanie tego co robię na co dzień z tym, czego mnie uczono.
Oczywiście zasadniczą różnicą jest cel i kontekst stosowaniatych różnych odmian hipnozy. Celem hipnozy rozrywkowej jest jak sama nazwa wskazuje rozrywka, wzbudzenie zachwytu u uczestników i widowni. Używa się jej na scenie, na ulicy, w barze, podczas rozmaitych pokazów. Z kolei celem hipnoterapii jest rozwiązanie problemów emocjonalnych i dokonanie zmiany osobistej, a wykonuje się ją w gabinecie hipnoterapeuty.
W hipnozie rozrywkowej stosuje się autorytarny, dyrektywny styl sugestii: „Policzę do trzech i twoje oczy się zamkną” „Pstryknę palcami i wejdziesz w trans”. Konieczne jest to do stworzenia wrażenia, że to hipnotyzer „kontroluje” zachowanie osoby hipnotyzowanej. Ja wolę stosować styl przyzwalający, permisywny: „Twoje oczy mogą się zamknąć”, „możesz wejść w trans”. Zamiast mówić ludziom co mają robić, wolę dawać im możliwości.
I bardzo się to łączy z fundamentalną różnicą w postrzeganiu roli hipnotyzera oraz funkcji podświadomości. Hipnoza rozrywkowa wywodzi się z tradycyjnej hipnozy, w której chodziło o to, by osoba hipnotyzowana wykonywała dokładnie polecenia hipnotyzera. Podświadomość była traktowana trochę jak małe dziecko, któremu dorosły (hipnotyzer) mówi co ma robić. Z kolei w nurcie ericksonowskim z którego obficie czerpię, podświadomość (lub nieświadomy umysł) jest traktowana jako kreatywne źródło zmiany, jako wewnętrzna mądrość człowieka. Rolą hipnotyzera jest stworzenie warunków pozwalających na uruchomienie i skorzystanie z tej wewnętrznej mądrości.
Dla przykładu– podczas zajęć, gdy byłem prowadzony w głęboki hipnotyczny trans, w pewnym momencie moja lewa ręka zaczęła się spontanicznie unosić. Gdybym zobaczył coś takiego u klienta, od razu bym powiedział coś w rodzaju „Bardzo dobrze, unosząc tę rękę, podczas gdy twoja podświadomość kontynuuje ten wewnętrzny proces”. Z kolei mój hipnotyzer, wywodzący się z tradycyjnej szkoły hipnozy, próbował sprawić by ręka opadła, na co moja podświadomość odpowiedziała „odwal się, daj mi robić co mam do zrobienia” :). I dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że trzeba pozwolić mojej podświadomości dokończyć proces na jej własny sposób. I ani hipnotyzer, ani mój świadomy umysł nie musiał wiedzieć na czym ten proces polega. „Trust the unconscious” jak mawiał Milton Erickson 🙂
Ciekawą rzecz powiedział jeden z prowadzących, wywodzący się z tradycyjnej szkoły hipnozy. Według niego, najważniejszą sprawą w hipnozie jest tzw. pretalk, czyli to, co hipnotyzer mówi PRZED rozpoczęciem procesu hipnozy. I to jest właśnie to, czym zajmujemy się na hipnozie konwersacyjnej- z tym, że nie ograniczamy się do nadania ram i wyjaśnianiu na czym polega proces hipnozy. Zamiast mówić „ŚPIJ” czy stosować inną indukcję hipnotyczną, w hipnozie konwersacyjnej dalej sterujemy uwagą osoby hipnotyzowanej, wywołując nieświadome procesy, otwierając jej umysł i tworząc nowe możliwości podczas czegoś, co dla osoby postronnej wygląda jak zwykła rozmowa.
A jeśli chcesz się nauczyć jak to robić, zapraszam na szkolenie AKADEMIA HIPNOZY KONWERSACYJNEJ.
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia!
Lech Dębski



